wtorek, 9 kwietnia 2013

Niektórzy nie widzą różowo

Niektórzy nie widzą różowo.

Już po porannym zerknięciu w lustro narzekają na syfa na czole wielkości główki od szpilki, na to, że grzywka układa się nie w tę stronę, na ból głowy, na który nie działa nawet podwójna dawka przeciwbólowego, na pogodę, na wskazówkę na wadze przesuwającą się nie w tę stronę, co trzeba, na brak ciuchów w szafie, na brak czasu, na to, że znów trzeba wyjść z psem, obowiązki i nauka gonią, ewentualnie na fakt, że w życiu nic się nie zmienia, rutyna dopada, a życie przecież nie ma sensu... W dodatku znów ten pieprz... poniedziałek!

A mi, gdy to słyszę, włącza się piła miechaniczka (taka rodem z "Piły XXX") w kieszonce. 

Kochani śmiertelnicy. Pewnie niektórymi z Was ta wiadomość wstrząście, więc może lepiej usiądźcie, co byście nie uszkodzili sobie żadnej z cennych części Waszego ciała- życie służy do życia! Zamiast tracić czas na narzekanie na grube uda- cieszcie się nimi! A jeśli nie jesteście w stanie, przestańcie żreć czekoladę, poczytajcie mądre (vitalia wbrew pozorom do nich nie należy) strony o zdrowym żywieniu i zapiszcie się na jakieś tańce, ew. jeśli cierpicie na brak funduszy pobiegajcie trochę po parku (zima to żadna wymówka), albo po prostu jak najmniej przebywajcie w domu- wtedy na pewnie nie dopadną Was myśli o czekoladzie xxl schowanej w głębi szuflady i nie będziecie musieli swojej słabej woli (czyt. zjadłam całą czekoladę, bo musiałam!) zwalać winy na kompuls (swoją drogą kolejna głupota, ale o tym kiedy indziej). Syfa na czole potraktujcie jako trzecie, boskie, widzące wszystko oko, zakryte warstwą pudru, co by nie zwracać uwagi potencjalnych wrogów. Szafa świeci pustkami? Obkupcie się w lumpie! Przestańcie narzekać i zacznijcie spełniać marzenia dziś, nie jutro.  Toć jutro może Was potrącić różowy maluch na ulicy, gdzie obowiązuje zakaze ruchu, różne się rzeczy w życiu zdarzają!

Mimo to wciąż macie wrażenie, że w Waszym życiu nic się nie zmienia? Zapewne tak właśnie jest. Ale skoro nic z tym faktem nie robicie, wcale się nie dziwię. Łatwo to skontrolować- stwórzcie sobie najzwyklejszy dokument w Wordzie, na pierwszej stronie zapiszcie cele, które chcecie osiągnąć, a na następnych codziennie notujcie rzeczy, które danego dnia zrobiliście, żeby je osiągnąć.
Wtedy łatwo wyłapiecie swoje nieróbstwo i będzieci mogli je zmienić w efektywne działanie.

Chcecie nauczyć się szpagatu? Rozciągajcie się codziennie przez miesiąc.
Narzekacie na samotność? Zapiszcie się na jakieś tańce, teatr, kurs języków obcych, ruszcie w końcu te cztery litery z domu!
A może Waszym odwiecznym pragnieniem jest rozbicie komputera (w którym internet działa z prędkością wprost proporcjonalną do tempa żółwiego) o jakiegoś niewinnego przechodnia? Niee, zaraz, to przecież moje marzenie. 

 


Niech moc będzie z Wami.

środa, 3 kwietnia 2013

Zgłupiała wiosna, zgłupiałam i ja

Ała, mój Zdzisiek boli.

Wszystko przez te dwie zającopodobne paskudy z "Biedronki", co to stoją na parapecie w ramach ozdoby, uśmiechają się jak głupie i tak człowieka tym wnerwiają, że aż z tych nerwów w końcu nie wytrzymuje i rzuca się na nie niczym głodzona przez czterdzieści dni gazela na niczego niespodziewającego się lwa. Rozrywa ich zajęczą, foliową powłokę, wpycha w całości w otwór gębowy i z sadystyczną radością pochłania aż do ostatniego czekoladowego okruszka. A potem te wredne uszate, kaloryczne (i pełne kochanego E tysiącpięćsetstodziewięćset) dziady w ramach zemsty uderzają w ściany żołądka aż do czasu rozwiązania i nie dadzą się homosapiensowi skupić na niczym (bez) sensownym. A tyle się planów miało. Takich ambitnych, naprawdę. I nie, wcale nie było wśród nich skończenia z wyżywaniem się nad biednymi, czekolodawymi zajączkami i niegromadzenie ich w okolicy brzucha, skąd potem wylewają się z ponad linii spodni, wzywając pomocy.

I gdyby chodziło tylko o te felerne króliki... Nie! Ja zgłupiałam bardziej! Zupełnie jak ta piękna zima tej wiosny za oknem, co swoją drogą pokrzyżowała mi piękne plany niekupowania czwartej pary kozaków w tym sezonie (Bo czyż to może być moją winą, że w dwóch parach odpadł mi obcas, a w trzeciej podeszwa? Odpowiedź jest prosta- wszystko przez tych prodecentów obuwia, którzy specjalnie używają słabszego kleju, żeby klientki niszczyły buty z prędkością poruszania się wieszaków w dniu dostawy w lumpie i częściej kupowały nowe pary!).

Ale wracając do mojej głupoty- za kolejny punkt do wykonania w moim życiowym planie tuż po pożarciu wszystkich królików w ramach zemsty za ból Zdzicha, wyznaczyłam sobie chwilowe niepójście na studia- italianistykę, tylko do studium aktorskiego (przemilczmy kwestie pięniężne, błagam). A co tam kryzys, co tam brak pracy, co tam fakt, że niedługo wyłysieję, pierd..., będę szczęśliwa, zostanę aktorką. Byleby nie w telewizji, nie chcę, żeby ludzie na zawał poumierali.



(Postanowiłam sobie pewną rzecz policzyć, CDN)