Wszystko przez te dwie zającopodobne paskudy z "Biedronki", co to stoją na parapecie w ramach ozdoby, uśmiechają się jak głupie i tak człowieka tym wnerwiają, że aż z tych nerwów w końcu nie wytrzymuje i rzuca się na nie niczym głodzona przez czterdzieści dni gazela na niczego niespodziewającego się lwa. Rozrywa ich zajęczą, foliową powłokę, wpycha w całości w otwór gębowy i z sadystyczną radością pochłania aż do ostatniego czekoladowego okruszka. A potem te wredne uszate, kaloryczne (i pełne kochanego E tysiącpięćsetstodziewięćset) dziady w ramach zemsty uderzają w ściany żołądka aż do czasu rozwiązania i nie dadzą się homosapiensowi skupić na niczym (bez) sensownym. A tyle się planów miało. Takich ambitnych, naprawdę. I nie, wcale nie było wśród nich skończenia z wyżywaniem się nad biednymi, czekolodawymi zajączkami i niegromadzenie ich w okolicy brzucha, skąd potem wylewają się z ponad linii spodni, wzywając pomocy.
I gdyby chodziło tylko o te felerne króliki... Nie! Ja zgłupiałam bardziej! Zupełnie jak ta piękna zima tej wiosny za oknem, co swoją drogą pokrzyżowała mi piękne plany niekupowania czwartej pary kozaków w tym sezonie (Bo czyż to może być moją winą, że w dwóch parach odpadł mi obcas, a w trzeciej podeszwa? Odpowiedź jest prosta- wszystko przez tych prodecentów obuwia, którzy specjalnie używają słabszego kleju, żeby klientki niszczyły buty z prędkością poruszania się wieszaków w dniu dostawy w lumpie i częściej kupowały nowe pary!).
Ale wracając do mojej głupoty- za kolejny punkt do wykonania w moim życiowym planie tuż po pożarciu wszystkich królików w ramach zemsty za ból Zdzicha, wyznaczyłam sobie chwilowe niepójście na studia- italianistykę, tylko do studium aktorskiego (przemilczmy kwestie pięniężne, błagam). A co tam kryzys, co tam brak pracy, co tam fakt, że niedługo wyłysieję, pierd..., będę szczęśliwa, zostanę aktorką. Byleby nie w telewizji, nie chcę, żeby ludzie na zawał poumierali.
(Postanowiłam sobie pewną rzecz policzyć, CDN)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz